DENKO - maj 2015
Być może niektóre z Was widziały notkę opisującą moje zapasy kosmetyczne, które są zdecydowanie za duże i zmotywowały mnie do zwiększonej pracy nad zużyciami. W tym denku możecie obejrzeć pierwsze efekty. Myślę, że całkiem sporo zebrało się tych pustaków...
AA HELP, Cera Atopowa, Krem-żel do mycia twarzy, 150ml - całkiem przyjemny kosmetyk, dobrze zmywał makijaż. Pełna recenzja TUTAJ.
AVON, 3in1, Cleanser, toner, moisturiser, 200ml - to miał być produkt do oczyszczania, tonizowania i nawilżania twarzy 3 w 1. Moje nastawienie do tego typu kosmetyków to raczej umiarkowany entuzjazm, ale ten produkt okazał się całkiem w porządku. Ciężko mi się odnieść do tonizowania czy nawilżania, bo po jego użyciu i tak zawsze stosowałam toniki oraz kremy, aczkolwiek oczyszcza dość łagodnie, nie powoduje ściągania skóry czy przesuszenia. Raczej do niego nie wrócę, ponieważ nie można go stosować w okolicach oczu, a ja wolę produkty, którymi umyję całą twarz.
TOŁPA, Botanic, Białe kwiaty, Płyn micelarny, 200ml - przyjemny micel, pozytywnie mnie zaskoczył. Spodziewałam się co prawda jakiegoś ciekawego zapachu tych białych kwiatów, tymczasem aromat był całkiem neutralny, choć miły. Bardzo dobrze zmywał makijaż oczu i dlatego przewiduję powrót do niego w przyszłości.
MARIZA, Proteiny Soi, Krem pod oczy i na powieki, 20ml - kupiłam ten krem trochę przez pomyłke, nie byłam świadoma że jest przeznaczony dla starszej grupy wiekowej. Jednak okazało się, że jego konsystencja jest dosyć lekka, z powodzeniem używałam go jako nawilżacza. Szału nie zrobił, ale krzywdy również nie. Innych efektów poza nawilżeniem nie zauważyłam. Nadawał się pod makijaż.
ALTERRA, Krem na dzień dla skóry suchej, 40ml - to kolejny krem, który nabyłam przez pomyłkę - nie doczytałam, że przeznaczony jest do cery suchej. W przypadku mojej, mieszanej, wydawał się być dla niej zbyt treściwy. Nie wchłaniał się, rolował, nie nadawał pod makijaż. W końcu zużyłam go do szyi - tam działał idealnie.
AZ MEDICA, Maca, Krem nawilżający, 75ml - dziwny produkt, czytałam jego recenzje na blogach i miał być niezwykły, tymczasem jedyne co zauważyłam przy jego używaniu to dosyć zwyczajny poziom nawilżenia. Konsystencja była nietypowa, trochę rzadka, a mimo to krem wchłaniał się dość długo i rolował pod makijażem, dlatego używałam go na noc.
LUMENE, Daily moisture cream, 50ml - lubię markę Lumene i chętnie sięgam po te produkty. Krem nie był miłością od pierwszego wrażenia, długo się wchłaniał (podejrzewam, że również źle dobrałam go do swojej cery) i ciężko było zmatowić skórę po jego użyciu. Jednak nie był zły i udało mi się go w miarę bezproblemowo zużyć.
FARMONA, Sweet Secret, Czekoladowy żel do mycia ciała, 200ml - przyzwoity żel, pod warunkiem że podoba nam się zapach, gdyż jest bardzo intensywny. Mnie przypadł do gustu, chociaż nie od razu. Chętnie sięgnę po inne warianty.
LIRENE, Shower olive, Oliwka z ryżu, 250ml - miała ładny zapach, nie powodowała przesuszenia skóry, była wydajna. Chętnie poznam inne zapachy z tej serii.
APIS, Optima, Oczyszczający peeling do ciała, 200ml - lubię peelingi i inne kosmetyki Apis. Ten całkiem mi się spodobał, jest ciekawy, o nietypowej konsystencji. Niebawem ukaże się jego dłuższa recenzja.
TENEX, Dwufazowy peeling cukrowy do ciała, rąk i stóp, 130ml - mimo całej sympatii do kosmetyków z tej serii, nie mogłam przestać się zastanawiać jakim cudem można tak koncertowo spieprzyć pomysł na produkt. Miał więcej wad, niż zalet - niebawem wszystko opiszę w dłuższej recenzji.
FARMONA, Herbal care, Zielona oliwka, Krem do stóp, 100ml - nawilżał dość zwyczajnie, nie odczuwałam wyjątkowej pielęgnacji, ale tolerowałabym to, gdyby nie zapach... paskudny. Nie kupię go więcej, szukam kremu, który oprócz działania będzie też ładnie pachniał :)
ROSSMANN, Fuss wohl, Dezodorant do butów - używam takich produktów, by dbać o obuwie zanim cokolwiek się z nim stanie, a nie już gdy jest za późno. Nie wiem więc, czy usuwa nieprzyjemny zapach, ale na pewno zapobiega jego powstawaniu. Ten z Rossmanna jest bardzo tani a działa równie dobrze jak drogi Scholl, więc po co przepłacać ;)
JOHNSON'S BABY, Mleczko pielęgnujące, 50ml - czytałam, że niektórzy używają dziecięcych kosmetyków ze względu na ich łagodność. Mnie to mleczko nie przypadło do gustu i nie podobał mi się jego zapach.
AVON, Naturals, Vibrant body lotion, 200ml - tego kosmetyku używałam wyłącznie ze względu na walory zapachowe, w przypadku Avonu nie liczyłam na dobry skład czy też wybitną pielęgnację. Jest dość lekki, więc nadaje się na cieplejsze dni. Do tego zapachu już nie wrócę (choć był niezły), ale chętnie poznam kolejne.
FARMONA, Sweet secret, Czekoladowe masło do ciała, 225g - pisałam o tym masełku niedawno, o TUTAJ. Jest w porządku!
SECRET SOAP STORE, Olejek do ciała i do masażu, Czekolada, 100ml - świetny olejek, który dorwałam na promocji w Super Pharm. Pięknie pachnie, pielęgnuje skórę i faktycznie nadaje się do masażu. Bardzo wydajny.
DELIA, Body butter anti-cellulite, 200ml - świetne masło, ładny zapach, dobre działanie no i całkiem przyjemny skład. Więcej napisałam o nim TUTAJ.
BingoSPA, Redual, żel do ciała antycellulit z centellą i kofeiną, 500g - to był jakiś koszmar. Produkt ma konsystencje żelu, który w ogóle nie nawilża, pozostawia za to na skórze lepką warstwę. Męczyłam się z nim parę miesięcy... myślałam, że może mimo nieprzyjemnego stosowania (zapach też był paskudny) przynajmniej zobaczę jakikolwiek efekt. Niestety, bezskutecznie. Teraz nie wiem, po co ja się tak męczyłam. To kolejny kosmetyk, który sprawił, że na stałe wyleczyłam się z produktów Bingo Spa.
NATURVITAL, Sensitive, Aloe vera hair mask, 300ml - przeczytałam o tej masce tak dobrą recenzję, że od razu pobiegłam ją kupić. I nie żałuję! Okazała się idealna do moich włosów - nie obciąża ich, nadaje blasku, nawilża. Z pewnością kupię ją jeszcze nie raz.
L'BIOTICA, Biovax, Naturalne oleje, Maseczka, 20ml - niezła maska, dobrze działa na moje włosy, jednak w podróż wzięłam ze sobą tylko jedną saszetkę i to był błąd - taka ilość jest za mała na moje kudły, następnym razem zastosuję dwie albo sprawię sobie pełnowymiarowe opakowanie.
MAXFACTOR, 2000 Calorie mascara - mój ulubieniec z dawnych czasów. Kupiłam ją ponownie po latach by przekonać się, że wciąż jest to jeden z najlepszych tuszy, jakich używałam, mimo że przetestowałam już ich całkiem sporo. Niestety, nie wiem czy trafił mi się stary egzemplarz, czy one teraz tak mają, ale bardzo szybko zaczęła się osypywać więc muszę ją wyrzucić, mimo że tuszu została ponad połowa.
LIP SMACKER, Fanta - całkiem niezły produkt do codziennej pielęgnacji ust, fajny zapach i słodki smak, jednak wkurza mnie to wykręcane opakowanie - normalną pomadkę mogę odkręcić jednocześnie trzymając ją tylko jedną dłonią, a tej nie. Może to bzdura, ale dla mnie taki detal jest istotny, lubię wygodę gdy używam jej w podróży, w samochodzie itd.
MARIZA, Transparentny puder sypki, 15g - fajny, dobrze matuje, lubię go i kupię ponownie. Szkoda tylko że napisy się tak szybko ścierają z opakowania - gdy mam dużo podobnych pudrów po jakimś czasie nie wiem co jest co.
To już koniec na dziś. Jestem zadowolona z zużyć i mam nadzieję, że w czerwcu też mi dobrze pójdzie. A jak tam w Waszych denkach? :)
Jeszcze jedno - na fanpage bloga trwa błyskawiczne rozdanie dla chcących przetestować coś smacznego ;) Wystartowało przed chwilą, jest bardzo mało zgłoszeń więc są spore szanse wygranej. Zapraszam: KLIK!